Nauka twierdzi… – Zaraz, zaraz… Czyja nauka? Jest nauka Buddy. Jest i nauka Mahometa. Jest nauka Mojżesza – i nauka Darwina; nauka Chrystusa – i Józefa Stalina. Nauka zawsze jest czyjaś. Nie ma żadnej bezosobowej „Nauki”, która mogłaby twierdzić cokolwiek. Jeśli ktoś mówi, że wierzy w naukę, albo że nauka obala wiarę, trzeba powiedzieć mu: – Tak, ale o czyją naukę ci właściwie chodzi?
Czytaj dalej Czyjej nauce wierzysz?Archiwa tagu: zdrowie
Nie planuj długiego życia
Nie ustaje propaganda spod znaku „planuję długie życie”, tym śmieszniejsza w jakich czasach się odbywa. Pozwolę sobie dać tutaj wszystkim radę od siebie: Nie planuj długiego życia.
Czytaj dalej Nie planuj długiego życiaMycie rąk i czytanie ze zrozumieniem
Ponieważ dużo się ostatnio mówi o potrzebie edukacji, a pewne szaleństwo nie tylko że nie mija, ale wręcz przybiera na sile, postanowiłem i ja przyczynić do powszechnego rozwoju ludzkości, niosąc przed ludy kaganek oświaty! Proszę zatem byście przeczytali fragmenty tekstu źródłowego (z Pisma Świętego) i na podstawie nich odpowiedzieli na poniżej postawione pytania, sformułowane wprost w stylu podręczników szkolnych do nauki czytania ze zrozumieniem. Jeśli ktoś gotów jest podjąć się wyzwania – czas start! – oto (króciutkie) fragmenty:
Czytaj dalej Mycie rąk i czytanie ze zrozumieniemOstatnie namaszczenie czy prośba o uzdrowienie?

Jedną z najbardziej przykrych dla mnie rzeczy jest to, że chrześcijanie nie są jednomyślni i nie potrafią zgodzić się co do interpretacji, najprostszych nawet fragmentów Pisma Świętego. Ale, naprawdę! czy jest coś o czym nie wiem? Jeśli ktoś może, niechże mnie oświeci! Czy da się interpretować ten fragment jakoś inaczej, niźli ja go interpretuję?
Czytaj dalej Ostatnie namaszczenie czy prośba o uzdrowienie?Dokądże nierozumni będziemy? Jednego nam tylko potrzeba
„Gdy wieczór nadchodzi, mawiacie: Pogoda będzie; bo się niebo czerwieni. A rano: Dziś będzie słota; bo czerwieni się smutne niebo. A więc oblicze nieba rozsądzić umiecie, a znaków czasów nie możecie?” – dziwił się Chrystus faryzeuszom (Mat. 16, 2-4.) – o ileż bardziej dziwić by się mógł i teraz!
Czytaj dalej Dokądże nierozumni będziemy? Jednego nam tylko potrzebaNarzucanie wiary – czyli zaostrzenia

Jednym z najbardziej narzucanych poglądów, jest pogląd, że każdy może mieć własny pogląd… Słyszeliście o nowych zaostrzeniach? Miarka się przebrała. Postanowiłem zaprotestować: Dlaczego w obliczu kryzysu, narzuca mi się poglądy w które nie wierzę!?
Czytaj dalej Narzucanie wiary – czyli zaostrzeniaJak załatwiono Indian

Hej, wiecie jaki był historycznie pierwszy przypadek użycia broni biologicznej?
Czytaj dalej Jak załatwiono IndianDo diabła! Pokutujcie!

Panika się nasila. Epidemia, pandemia… A ja wciąż nie wiem, komu mam kibicować: koronawirusowi czy ludzkości? Ludzie jedna rada: Pokutujcie!
Czytaj dalej Do diabła! Pokutujcie!Koronawirus – jak zabezpieczyć się i przetrwać?

Do mnie również dotarło echo paniki związanej z koronawirusem. Nie brakuje domorosłych radców i nauczycieli, trącących mądrością i wiedzą potrzebną do przetrwania. Ponieważ jednak nie spotkaniem jeszcze nikogo, kto, jak sądzę, patrzyłby na sprawę z właściwej perspektyw, postanowiłem i sam odnieść się do tematu w paru słowach pociechy.
Czytaj dalej Koronawirus – jak zabezpieczyć się i przetrwać?Wartości dawne i nowe

Kiedyś przed laty, oglądałem w TV jakiś program mówiący o terroryście imigrancie, który jak głosił redaktor „nigdy nie zaaklimatyzował się w Ameryce, bo nie przyjął amerykańskich wartości”, które brzmią (według tego dziennikarza): „praca, dom i samochód”.
Zaprawdę zszokowało mnie takie postawienie sprawy i zapamiętałem tą anegdotę, jako przykład kompletnego absurdu. Naturalnie dziennikarz nawet nie zająknął się na temat tego jakie wartości niby wyznawał ten terrorysta, a ja nie śmiem się tego nawet domyślać, mimo to sądzę, że naprawdę trudno byłoby wymyślić głupsze niż „praca, dom i samochód”.
Bóg, honor i ojczyzna – dążenia średniowiecznego rycerza bez wątpienia biją na głowę pracę, dom i samochód, aczkolwiek nawet przy całej mojej antypatii do Stanów Zjednoczonych, nie odważyłbym się twierdzić, że takie właśnie ideały panują w kraju kochanego Wuja Sama.
Wiedza, zdrowie i szczęście – to właśnie najwyższe wartości współczesne, przy czym najwyższe miejsce zajmuje właśnie „szczęście”. Gdy je pierwszy raz widzimy, nie wydają się może one takie głupie (szczególnie jeśli porównamy je do wspomnianego domu, pracy i samochodu) wygrywają też bez wątpienia z wyimaginowaną wizją człowieka, dla którego liczy się jedynie „kasa”.
Wiedza, zdrowie i szczęście. Hmm… To nie brzmi źle, wszak: Co komu po dobrej pracy i majątku, jeśli zdrowie nie dopisuje? A najważniejsze to być szczęśliwym: Jeśli ktoś w skromnym mieszkaniu, nie mając prawie nic, jest wesoły… to chyba lepiej, niż gdyby miał miliony i cierpiąc na depresję, chciał się zabić – co nie?
Tak naprawdę współczesne wartości to niejako spuścizna chrześcijaństwa, stanowią one bowiem wykrzywienie wartości chrześcijańskich, które są: „wiara, nadzieja i miłość”. Przy oczywistym prymie miłości jako największej cnoty chrześcijaństwa (którą współcześnie całkiem zgrabnie podmieniono na szczęście).
Mało osób wie, że są to cnoty paradoksalne, w tym sensie, że są tym wspanialsze im bardziej sprzeciwiają się logice. Jeśli bowiem ktoś kocha swą wybrankę, mając ku temu liczne powody; w postaci jej nienagannego zachowania, wielkiej urody, a nade wszystko rozległego majątku ziemskiego jaki ona posiada, to trudno twierdzić o tym, że jego miłość jest ogromna; a nawet często powątpiewamy o jej rzeczywistym istnieniu i prawdziwości takich uczuć.
Przeciwnie, kobieta która kocha mężczyznę głupiego jak but, paskudnego jak noc i biednego jak mysz kościelna, z pewnością odznacza się wielką miłością – skoro potrafi pokochać kogoś tak antypatycznego. Miłość jest więc tym większa im bardziej potrafi przeciwstawić się rozumowi i im mniej potrzebuje logicznych usprawiedliwień.
Podobnie jest z wiarą i nadzieją. Trudno zwać kogoś człowiekiem wielkiej nadziei, gdy pełen jest otuchy, w chwili gdy mu się dobrze dzieje, jest zdrów jak ryba, ma ładną żonę, świetną pracę i bardzo konkretne szanse na uzyskanie wielkiego spadku po chorowitym ojcu milionerze. Jeśli zaś ktoś żyje w nędzy, jest ścigany przez wrogów, chory i znikąd nie widać dla niego ratunku, a mimo to pozostaje pełen otuchy i z nadzieją patrzy w przyszłość to… zaprawdę jego nadzieja jest wielka.
Wiara pod tym względem niczym nieróżni się, od tych dwóch wspomnianych wyżej cnót. Kto na słowo bez dowodów wierzy żonie, że go nie zdradza, ten prawdziwie odznacza się wiarą, nie zaś ten, który „wierzy” żonie, po tym jak już sprawdzi wszystko dokładnie za pomocą wynajętego przez siebie szpicla.
Wartości chrześcijańskie są o tyle lepsze od współczesnych, że naprawdę są cnotami – to znaczy, naprawdę czynią człowieka wspaniałym. Można bowiem posiadać wiedzę aniołów i ludzi, przeczytać tysiące książek i znać na pamięć setki encyklopedii, a mimo to (albo i nawet przez to) być nieznośnym zarozumiałym dupkiem.
Podobnie można być zdrowym jak koń i niezwyciężonym, a przez to tylko z pogardą patrzeć na innych, nie rozumiejąc ich bólu i trosk. Można być szczęśliwym zakochanym w sobie snobem, który nic nie dba o innych i myśli tylko o sobie.
Nie da się zaś być pełnym wiary, nadziei oraz miłości, a jednocześnie nie być wspaniałym człowiekiem.
Jeszcze gorzej sprawa ma się z dążeniem do tych ideałów współczesnych. Dążenie do wiedzy to często niepotrzebne umęczenie ciała i ducha; które przez słabość ludzkiego rozumu prowadzi jedynie do obłędu. Zabieganie o zdrowie odbiera życiu sens i prowadzi do daremnego uganianiu się za wiatrem. Do własnego szczęścia zaś najłatwiej dążyć po trupach innych.
Wprawione oko, gdy się uważnie przyjrzy, zauważy z pewnością, że wiara pod każdym względem przewyższa wiedzę; nadzieja więcej znaczy niż zdrowie; a miłość deklasuje wszelkie szczęście.
Wartości chrześcijańskie są tak lepsze od wartości współczesnych, jak oryginał jest lepszy od swej tandetnej podróbki.
